środa, 11 lipca 2012

Rozdział III


Z trwającej ciszy, przerwał dzwonek jego telefonu, nieco się wystraszyłam. Z wynikającej rozmowy stwierdziłam że to jego ojciec. Czyli ma jakieś problemy  ? Czyżby nie jest takim grzeczny chłopcem  jak się wydawał. Kiedy skończył rozmawiać, niespodziewanie wstał i  rzucił telefonem o drzewo. Po chwili się opanował i spojrzał się na mnie litościwie.
- Muszę już iść – powiedziałam i wstałam przechodząc koło niego.
- Dzięki, że nie pytałaś- złapał mnie za nadgarstek. Miał mocny uścisk, bo zabolało mnie to. Uśmiechnęłam się do niego i poszłam do domu państwa Wirgete po Benka.

Droga, jakoś strasznie mi się dłużyła, ale no nic trzeba przeżyć. Kiedy otworzyłam furtkę zauważyłam zdziwioną minę Freda, pewnie zaskoczył się tym że jest po jedenastej, a ja już tu jestem. Opowiedziałam im o zaistniałej sytuacji, że mogę nie zdać do następnej klasy i o nauczycielce która tym bardziej nie chcę mnie do niej przepuścić.
- Rose, chyba musisz porozmawiać z tą panią- powiedział Fred przy czym spojrzał się na mnie, a ja się trochę przy tym zmieszałam.
- O to, to nie, nie chcę żadnego współczucia. – sprostowałam całą sytuację, przy najmniej miałam taką nadzieję, bo się nie zgodzili i ustalili między sobą, że Rosą, przejdzie się w tym tygodniu do szkoły i porozmawia z panią Cowel.
Kiedy zjadłam obiad i miałam wychodzić już z Benkiem, Rose przypomniała mi o tych zakupach na które dała mi pieniądze. Powiedziała że wyręczy mnie z wyjściem na spacer. Na początku nie chciałam, ale po kilkakrotnych namowach, zgodziłam się. Zadzwoniłam do Diany, czy chciała by się ze mną przejść, a  ta bez wachania potwierdziła nasze spotkanie. Umówiłyśmy się o siedemnastej przy galerii centrowej. Po drodze zaszłam do taty, zagrzać mi obiad, dzisiaj miał dobry humor.
W galerii, jak to w dużych sklepach, było strasznie dużo ludzi, a z Dianą wydawało się o wiele więcej, a to dlatego że latała jak wariatka po całych sklepach. Dopiero co weszłyśmy do środka, a ona nabyła już trzy duże torby ubrań. Ja jak na razie kupiłam sobie nowe spodnie. Potem Diana namówiła mnie na sukienkę, nawet mi się podobała i w dodatku buty na dość dużym obcasie. Kupiłam jeszcze z dwie pary spodni, nowe zielone trampki i kilka kolorowych bluzek ze śmiesznymi nadrukami lub napisami. A na końcu trzy bluzy w stylu kangurka. Zieloną z Kermitem z Muppetów, niebieską i żółtą. A Diana, lepiej nie mówić. Na końcu poszłyśmy na małe lody. Obgadałyśmy całą sprawę z tym chłopakiem, którego poznałam nad jeziorem. Diana oczywiście wyobrażała sobie rożne przedziwne rzeczy ze mną i z Mickey w roli głównej, a mi nawet nie zależało na kolejnym spotkaniu, no ale cóż.
Po powrocie do domu, od razu co się położyłam i ku mojemu zdziwieniu szybko zasnęłam. Śniło mi się że znowu jeździłam konno, i chyba byłam szczęśliwa.
Obudziłam się po dziesiątej. Na szczęcie była sobota i nie trzeba było iść do szkoły. Skierowałam się do łazienki by się odświeżyć.  Spojrzałam w lustro i zaczęłam zastanawiać się czy nie ściąć włosów. Po porannej toalecie, poszłam do kuchni by zjeść śniadanie. Zastałam tam tatę, przywitałam się z nim i zrobiłam nam po dwie kanapki. Kiedy zjadłam, próbowałam wynaleźć jakieś pieniądze na fryzjera. Uzbierałam z jakieś 50 funtów, chyba wystarczy.
- Po co Ci te pieniądze ? – spytał.
Idę dziś do fryzjera, by obciąć włosy- poinformowałam go.
- Nie pozwalam Ci – rzekł
- Nie masz prawa mi zabraniać. – odparłam i walnęłam pięścią w stół.
Podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstki tak mocno, że z bólu nie mogłam wytrzymać.
- Nie pozwolę Ci, rozumiesz ? – odparł, nadal mnie trzymając.
Wyrwałam mu się z uścisku i wyszłam z domu. Szłam w stronę tego jeziorka i nawet chciałam żebym zastałam tam Tommi’ego, ale na marne nie przyszedł. Czakałam na niego do piętnastej, ale nic z tego. Przez te parę godzin próbowałam odpowiedzieć na trudne pytanie, na jedną mi się udało. Po co się żyje ? Dzięki nowym pokoleniom, świat się nie kończy… może to jest prawdziwe wytłumaczenie, choć nie wiadomo czy prawdziwe, przecież najsławniejsi filozofowie nie umieją odpowiedzieć, a mi przyszło to w kilka godzin. Dochodziła szesnasta, czas na obiad a przy okazji zostanę na kolację, no i na noc, bo boje wrócić do domu. Mam nadzieje że będę mogła przenocować .
Po obiedzie wyszłam z Benkiem, a potem wróciłam do rzeczywistości, a dokładnie przyszedł czas na naukę .


Przepraszam że tak długo czasu nie dodawałam, ale to przez te upały, musiałam to wykorzystać i chodzić na plaże. Rozdział mi się nie podoba, w ogóle nic się w nim nadzieje, nie mam pomysłów na ciekawe rozdziała. Do następnego i dziękuję za komentarz pod tam tymi postami
PS. Z góry przepraszam za błędy, ale nie mam siły sprawdzać.